Ktokolwiek próbował zaparkować samochód na osiedlowym parkingu w godzinach popołudniowych, ten wie, że znalezienie wolnego metra kwadratowego graniczy z cudem.
Krążymy wokół wąskich uliczek niczym sępy, odliczając minuty i klnąc pod nosem. Tymczasem tuż obok, w najlepsze, od miesięcy (a czasem lat) jedno z tych cennych miejsc blokuje… motoryzacyjny trup. Samochód, o którym zapomniał świat, bóg i przede wszystkim jego właściciel.
Motoryzacyjne duchy na kwidzyńskich podwórkach
Wrośnięte w asfalt opony, warstwa mchu na karoserii, która mogłaby posłużyć za lekcję biologii, wybita szyba i wnętrze straszące pustką – brzmi znajomo?
Takie „motoryzacyjne duchy” to stały element krajobrazu wielu kwidzyńskich podwórek. Dlaczego stoją i dlaczego tak trudno się ich pozbyć?
Wielu mieszkańców uważa, że wystarczy zadzwonić po Straż Miejską, a ta z uśmiechem na ustach przyjedzie z lawetą i problem zniknie w piętnaście minut.
Rzeczywistość bywa jednak znacznie bardziej skomplikowana, bo polskie prawo chroni własność prywatną – nawet jeśli ta własność przypomina już tylko kupę złomu.
Kiedy można odholować taki samochód?
Kluczem do walki z wrakami jest słynny art. 50a Prawa o ruchu drogowym. To on daje mundurowym zielone światło do działania.
Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Aby Straż Miejska w Kwidzynie mogła wydać dyspozycję odholowania, auto musi spełnić konkretne kryteria.
Po pierwsze: musi być pozbawione tablic rejestracyjnych LUB jego stan wizualny musi jednoznacznie wskazywać, że nie jest użytkowane (wspomniane braki szyb, kół czy zdemolowane wnętrze).
Sam fakt, że auto jest brudne i ma flaka w oponie, nie czyni go jeszcze wrakiem.
Lokalizacja ma znaczenie
Po drugie, niezwykle ważna jest lokalizacja.
Służby mogą interweniować tylko na drogach publicznych, w strefach ruchu lub strefach zamieszkania.
Jeśli auto „umiera” na terenie należącym do spółdzielni lub prywatnego właściciela, który nie zadbał o odpowiednie oznakowanie strefy, strażnicy mają związane ręce.
Wtedy to zarządca terenu musi wziąć sprawy w swoje ręce.
Jak wygląda procedura?
Jak wygląda procedura?
Zanim na osiedlu pojawi się laweta, strażnicy miejscy wykonują detektywistyczną pracę. Szukają właściciela, pukają do drzwi, wysyłają wezwania.
Często sama wizyta mundurowych i uświadomienie kosztów (odholowanie i doba na parkingu strzeżonym potrafią słono kosztować) działa jak zimny prysznic – właściciel nagle przypomina sobie o aucie i sam wywozi je na złom.
Jeśli jednak kontaktu nie ma, wrak wreszcie znika z ulicy i trafia na parking strzeżony.
Tam dostaje drugie życie… a raczej czas na egzekucję.
Właściciel ma dokładnie 6 miesięcy na odebranie swojej zguby i uregulowanie rachunku. Jeśli tego nie zrobi, samochód przechodzi na własność gminy.
Finał tej historii jest zazwyczaj mało romantyczny – większość z nich kończy w stacji demontażu pojazdów.
Warto zgłaszać takie samochody
Zgłaszanie takich aut to nie sąsiedzka złośliwość, ale dbanie o naszą wspólną, ograniczoną przestrzeń.
Jeśli na Twoim osiedlu w Kwidzynie stoi auto, które od dawna służy jedynie jako lokalny straszak i zbieracz kurzu, nie czekaj, aż samo zardzewieje do końca.
Wykręć numer 986 do Straży Miejskiej.
Odzyskiwanie miejsc parkingowych w centrum miasta musimy zacząć od sprzątania własnego podwórka.
Kilka przykładowych samochodowych trupów możemy znaleźć na ulicy Sokolej, Staszica czy parking dużego sklepu spożywczego na ulicy Warszawskiej.

