Jesteśmy silni, zwarci i gotowi?

Przygotowanie na kryzys

Najpierw była lekcja numer jeden. W roku 2020 w większości krajów świata ogłoszono stan pandemii w ramach walki z wirusem COVID-19. Obywatelom tych państw ograniczono możliwość swobodnego poruszania się, nakazując izolację domową i zalecając bądź wymuszając ograniczenie bezpośrednich kontaktów między ludźmi. W restrykcyjne karby przepisów ujęto możliwość podróżowania czy odwiedzania miejsc taki niegroźnych epidemicznie jak parki czy lasy. Społeczeństwo wręcz bombardowano katastroficznymi informacjami dotyczącymi zakażeń i zgonów, zaś aby wzmocnić ten przekaz, obrazowano go widokami które z powodzeniem mogłyby stanowić ujęcia w filmach katastroficznych. Narracja informacyjna sugerowała raczej zbliżanie się jeszcze większej katastrofy niż perspektywy przezwyciężenia epidemii.

Oczywistym było, że społeczeństwo zareaguje paniką, zwłaszcza tam, gdzie była dla niej dozwolona przestrzeń, czyli w handlu. Jedne biznesy stanęły zupełnie, inne zarabiały wówczas krocie, bo z półek sklepowych zaczęły znikać niektóre produkty spożywcze i higieniczne. Tym, którzy pamiętali PRL, mogły przypomnieć się stare czasy. Przymusowa izolacja, kwarantanny, zakaz spotykania się czy nawet odwiedzania bliskich w szpitalach były czymś nowym, innym niż nawet godzina milicyjna w stanie wojennym.

Przy okazji pojawiło się jeszcze jedno społeczne zjawisko, które pod płaszczykiem racjonalnego posłuszeństwa wywodziło się często z najbardziej podłych ludzkich instynktów. Nie tylko strach i nieufność, ale też zwykłe donosicielstwo i chęć wykazania się w polowaniu na „tamtych, nie podporządkowujących się”, czym wykazywali się urzędnicy, funkcjonariusze i część obywateli. Warto o tym doświadczeniu pamiętać. Warto pamiętać o tym, że w trudnych czasach ludzie wokół nas potrafią zachowywać się… bardzo różnie.

Pandemia skończyła się nagle w momencie lekcji numer dwa czyli agresji rosyjskiej na Ukrainę w lutym 2022 roku, która była zwieńczeniem konfliktu trwającego od około dziesięciu lat. Polska i Europa uzmysłowiły sobie w tym momencie, że wojna w tradycyjnym tego słowa znaczeniu przestała być pojęciem abstrakcyjnym. Że czołgi na ulicach, bomby zrzucane na budynki czy ostrzał artyleryjski mogą być obrazem pochodzącym nie tylko z krajów trzeciego świata. Problem co do lekcji numer dwa polega na tym, że… nasze społeczeństwo nie wyciągnęło z niej żadnych wniosków.

Mimo tego, że codziennie ocieramy się o narrację wojenną, że media i politycy codziennie budują poczucie zagrożenia militarnego, dla przeciętnego mieszkańca RP (o Europie nie wspominając) okropieństwa wojny są nadal tylko obrazem telewizyjnym. Słuchając informacji o braku prądu, wody czy ogrzewania, które dotykają Ukraińców na terenach objętych działaniami wojennymi, nikt praktycznie nie zadaje pytań o uprzedzenie tych potencjalnych problemów w naszym kraju na wypadek nieszczęścia konfliktu zbrojnego czy innej katastrofy. Nie ma dyskusji o schronach, alternatywnych systemach komunikacji, awaryjnym dostępie do wody i energii, dystrybucji żywności poza systemem klasycznego handlu.

Polacy współczują Ukraińcom, przyklaskują w tematach bezpieczeństwa Polski swoim wybranym politykom (w Polsce plemiennej, jaką stała się Rzeczpospolita, fakty ustępują poszczególnym, ulubionym narracjom politycznym), dołożą jakiś grosz w zbiórce na ofiary wojny (akurat tych „groszy” uzbierały się przez te cztery lata gigantyczne sumy), po czym wyłączają telewizor i śpią spokojnie. Ogromna większość spośród otaczających nas ludzi chyba nie potrafi sobie wyobrazić życia bez telefonu czy możliwości codziennego zakupu żywności najpotrzebniejszych rzeczy w sklepie. Bez prądu i wody, już nawet nie tej przysłowiowej ciepłej lecącej z kranu. Większość społeczeństwa nie potrafi sobie wyobrazić sytuacji, w której na naszych ulicach ludzie mogą do siebie strzelać, zaś budynek w którym mieszkają może się zawalić na skutek zrzucanych na nasze miasta bomb lub zamachu terrorystycznego.

Narzekam? To proszę pokazać mi, co się w tych kwestiach przez ostatnie lata u statystycznego Kowalskiego zmieniło. Na ile jest przygotowany do potencjalnej czarnej godziny lub ograniczeń które mogą być narzucane obywatelom przez aparat administracyjny. Zgodnie z odwieczną zasadą, wedle której człowiek ma na dany temat sporo do powiedzenia, ale niewiele w danym temacie robi, mamy w społeczeństwie dużo gadania o bezpieczeństwie , ale niemal nic z działań, które mogą podnieść jego poziom. No chyba że za takowe uważamy przeczytanie rządowego poradnika bezpieczeństwa, którego poziom merytoryczny jest właśnie obrazem, jak bardzo staliśmy się słabi i zepsuci cywilizacyjnie, skoro tłumaczy się nam najbardziej tak oczywiste rzeczy.

Tutaj dochodzimy do tematu odpowiedzialności, jaka w tym momencie powinna spoczywać na państwie, politykach i samorządowcach. Tyle, że to już jest zupełnie inna opowieść. Także niezbyt miła.

źródło zdj Orla Straż – Eaglewatch

Nasz felietonista

Andrzej Ochał

Autor felietonów

NASI PARTNERZY