Solidarni z Ukrainą – lecz czy solidarni ze sobą?

Solidarni z Ukrainą i pytanie o lokalną solidarność mieszkańców

Ukraińska lekcja

Polacy przez większą część swojej historii swoje wyobrażenia o otaczającej ich rzeczywistości stawiali ponad zdrowy rozsądek i fakty. Często też naiwność naszego wrodzonego romantyzmu i sentymentalizmu, często naiwności.

Nie wiem jednak jak można inaczej nazwać na ukrainofilę, która wybuchła w Polsce – w tym także w naszych okolicach – po rosyjskiej agresji na Ukrainę w lutym 2022 roku. Bo zrozumiała i szlachetna chęć pomocy ludziom w opalach przybierała wówczas niemal formę wyścigu dobroczynności dla uchodźców. Bez refleksji, że dobroczynność także jest obszarem, w którym powinien dominować rozsądek.

Zaś pierwszą refleksją której w lutym 2022 zabrakło, było to, że nie każdy kto ucieka z kraju wojny, jest uchodźcą wojennym. Oraz to, że w takich wypadkach, jako pierwsi przekraczają granicę ludzie na których spadały bomby, ale ci, którzy mieli do granicy najbliżej i posiadali do ucieczki najlepsze środki.

Prabuty były w tamtym czasie miastem z największą ilością przygarniętych uciekinierów w całym regionie. Było ich ponad dwustu. Grupa lokalnych aktywistów regularnie kursowała na granicę z Ukrainą, przywożąc tutaj gromadzących się tam Ukraińców. Jednocześnie społeczność lokalna podjęła szereg działań do przyjęcia przybyszów. Organizowano zbiórki pieniędzy, żywności i odzieży. Przygotowano bazę noclegową, remontowano pustostany, przekształcając je na mieszkania. Przybyszów witał sam burmistrz Prabut.

W tej fali entuzjazmu dość szybko pojawiły się problemy. Chodziło o oczywiście o pieniądze, o które organizatorzy kanału migracyjnego zaczęli dopytywać aparat administracyjny gminy. W sytuacji, gdy delikatnie mówiąc, Prabuty do krezusów finansowych nie należą, mając co roku deficyt budżetowy…

Później zaczęły pojawiać się kolejne rysy na idyllicznym obrazie solidarności. Przybysze w sporej części okazywali się ludźmi dość wybrednymi, co nie dziwi zbyt mocno. Dlaczego? Bo w pierwszych falach uchodźców z Ukrainy wcale nie dominowali ludzie biedni, lecz – jak już wspominałem – ci, którzy mieli możliwości i środki aby z Ukrainy wyjechać. Biedni takich możliwości nie mieli. Tym bardziej, że wojna toczyła się na wschodzie Ukrainy, setki kilometrów od granicy z Polską…

Finalnie, uchodźcy z Ukrainy wyjechali z Prabut w ciągu kilku miesięcy. Symbolicznym jest, że jedna z ostatnich rodzin wyprowadziła się z kwatery w agroturystyce pod Prabutami, bo było jej tam… zbyt nudno. Przypominam, że mowa jest o ludziach uznawanych za uchodźców wojennych, dla których komfortu psychicznego w kilku miastach w Polsce 1 sierpnia nie uruchamiano syren przypominających o rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego.

Pamięć historyczna to osobna historia do opowiedzenia przy okazji podsumowania ostatnich czterech lat relacji polsko-ukraińskich. Czułem się co najmniej dziwne, gdy podczas uroczystości upamiętniających tragedię Wołynia, włodarze Prabut zastanawiali się, z czym prezydent Ukrainy w końcu przeprosi Polaków za ukraińskie ludobójstwo dokonane na naszych rodakach osiemdziesiąt lat temu. Czy łaskawie przeprosi…

Ostatecznie to właśnie podejście do historii spowodowało, że umarła kilkanaście dni temu wizja serdecznej przyjaźni polsko-ukraińskiej na poziomie państwowym. Zachowanie władz Ukrainy to kolejne gwoździe do tej trumny. Po czterech latach życie przyznało rację tym, którzy pamięć o ludobójstwie na Wołyniu stawiali ponad poprawność polityczną.

Jest jeszcze w tym wszystkim coś jeszcze, czego z tego okresu zapomnieć nie potrafię i czym pogodzić się nie mogę. Otóż w czasie gdy w Prabutach trwał wyścig w pomaganiu przywożonym uchodźcom, gdy remontowano mieszkania dla nich – w tych samych Prabutach żyła w mieszkaniu komunalnym rodzina pozbawiona toalety. Nie byli to żadni przedstawiciele roszczeniowej patologii, żyjący z opieki socjalnej (celowo nie używam słowa „pomocy”). Normalni, zarabiający na siebie, pokorni, dobrzy ludzie. Prabuty chciały być w tamtym czasie solidarne z Ukrainą, ale nie potrafiły okazać społecznej solidarności wobec własnych mieszkańców. Przykre, bardzo przykre. Ale sporo to mówi o nas samych jako o Polakach.

Chciałbym wierzyć, że z tej ukraińskiej lekcji wyciągniemy jakieś wnioski jako całość społeczeństwa.
Chciałbym wierzyć.

Nasz felietonista

Andrzej Ochał

Autor felietonów

NASI PARTNERZY