Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie: gdzie podziało się kwidzyńskie życie nocne i towarzyskie? Jeśli masz więcej niż czterdzieści kilka lat, na pewno pamiętasz czasy, gdy weekend w Kwidzynie nie kojarzył się z maratonem na Netflixie, ale z dylematem logistycznym: gdzie idziemy? Lista zamkniętych lokali brzmi dziś jak nostalgiczny spis historyczny: Cedrus, Sawa, Gramirage, Pomezania, Kaskada, DJ Club, Music Club Park. No i później Disco Music Club za Policją i znana dyskoteka na 11-go Listopada, która w czasach swojej świetności potrafiła przyciągnąć jednej nocy prawie tysiąc ludzi z całego regionu. Dziś pełni rolę sali bankietowo-weselnej.
Ważnym miejscem dla młodzieży z przełomu lat 90. i dwutysięcznych był Piano Bar z kręgielnią, a fani mocniejszych wrażeń pamiętają imprezy w piwnicach dawnej jednostki wojskowej – Alcatraz czy Alex. Z mapy zniknęły też klimatyczne puby: Spichlerz, Bill Bao z bilardem czy kultowe Cafe 19 na deptaku. Kwidzyn miał też coś dla „starszej młodzieży”. Kto nie pamięta lokali Roman’s czy MDM? Tam bawiło się pokolenie, które szukało czegoś więcej niż zwiększonych decybeli i basu. Dziś osoby w wieku 40+ mogą o takich miejscach spotkań tylko pomarzyć. Są co jakiś czas organizowane potańcówki w Kasynie Kultury – jednak to imprezy stricte dla seniorów, przez co mamy w naszym mieście ogromną dziurę pokoleniową pod względem rozrywki.
Dziś krajobraz mamy, jaki mamy. Ostały się dwie dyskoteki, które prowadzą restauracje lub wynajmują lokal pod imprezy okolicznościowe. Jedyny typowy pub działa przy ul. Chopina oraz nieco niżej w wcześniej wspominanym Spichlerzu, ale już pod inną nazwą. W połączeniu z gastronomią są jeszcze dwa puby przy ul. Grudziądzkiej i Targowej. Czy to wystarczająca oferta jak na 40-tysięczne miasto? Kwidzyn pod kątem rozrywki powoli kładzie się spać zaraz po dobranocce. Co poszło nie tak? Teorii jest kilka. Smartfon zamiast parkietu i nowa mentalność – kiedyś dyskoteka była jedynym oknem na świat, dziś młodzież spotyka się w Social Mediach. Randkę klika się w aplikacji, a domówki wygrały z głośnym klubem.
Kwidzyn sportem stoi – młodzież woli boiska i Orliki, choć sport nie zastąpi naturalnej potrzeby integracji w luźniejszym klimacie. Do tego dochodzi przesyt imprez okolicznościowych (osiemnastki w lokalach) oraz brutalny biznes – otwarcie klubu to dziś gigantyczna inwestycja, a stopa zwrotu jest niepewna. Skoro prywatny biznes się boi, oczy mieszkańców zwracają się stronę miasta. I tu pojawia się zgrzyt. Dni Kwidzyna – kiedyś święto całego miasta, dziś z ofertą muzyczną, która bywa średnia. Brakuje oferty dla pokolenia 30+ i 40+ oraz artysty z absolutnego topu, który zjednoczyłby całe miasto.
Co dalej, Kwidzynie? Czy skazaliśmy się na bycie urokliwą, ale jednak sypialnią? Nasze szkoły wypuszczają świetnych młodych ludzi, ale miasto nie daje im przestrzeni. Może czas na nowoczesne centrum aktywności? Miejsce z bilardem, squashem, symulatorami gier, mini sceną i parkietem, które łączyłoby pokolenia. Kwidzyn ma potencjał, ma tradycje i wciąż ma ludzi, którzy chcą się spotykać face-to-face, a nie tylko przez ekrany telefonów. Pytanie tylko, czy znajdzie się ktoś, kto odważy się znowu podkręcić głośność w tym mieście.
Autor:


