Wyobraźmy sobie współczesnego turystę. Uzbrojony w smartfon, z głową pełną instagramowych kadrów i syndromem deficytu uwagi, przybywa do Kwidzyna. Co widzi? Monumentalny zamek. Katedrę, która zapiera dech w piersiach. Najdłuższe gdanisko
w Europie, potrafiące zaimponować nawet najbardziej wybrednemu architektowi.
Wnętrze zamku? No właśnie. Kiedy podczas ostatniej Nocy Muzeów wybrałem się tam z synem, poczułem lekkie rozczarowanie. Ostatni raz wystawy eksponatów przeglądałem jako nastolatek i do dzisiaj pamiętam tamtą ekscytację oraz liczbę pomieszczeń, w których odkrywałem ciekawostki ze średniowiecza i nie tylko. Słynny niedźwiedź i wystawa przyrodnicza do dziś siedziały mi w głowie. Siedziały? Tak, bo tym razem ani mi, ani innym turystom odwiedzającym zamek w tę wyjątkową noc, nie było dane ich zobaczyć.
Wracając jednak do atrakcji miasta – mamy przecież jeszcze zabytkową stadninę na Miłosnej oraz niesamowite, odświeżone, kolorowe kamienice itd.. Kwidzyn na pocztówkach i zdjęciach z drona wygląda jak murowany turystyczny hit. A jednak, gdy ten sam turysta wysiądzie z samochodu i zrobi legendarne zdjęcie zamkowego gdaniska, często… wsiada z powrotem i jedzie dalej. Do Malborka, do Trójmiasta, gdziekolwiek. Dlaczego? Ponieważ Kwidzyn zbyt często ogląda się jak witrynę sklepową u jubilera. Przez szybkę. Z zachwytem, ale bez interakcji. Mamy piękne, historyczne tło, na którym brakuje jednak pierwszoplanowego aktora. Brakuje nam tej legendarnej „wisienki na torcie”.
Co tak naprawdę kupuje dzisiejszy podróżnik? Nie suche daty z Wikipedii – te ma przecież w kieszeni, na ekranie telefonu. Turysta szuka doświadczenia, emocji i pretekstu do zabawy. Wrocław doskonale to zrozumiał, wypuszczając na ulice swoje krasnale. Zielona Góra postawiła na Bachusiki, a sąsiedni Malbork z powodzeniem ukrywa w zakamarkach miasta figurki zamkowego Marianka. To tak zwany efekt „detalu”. Wielka architektura budzi respekt, ale to mała, urocza figurka schowana na parapecie starej kamienicy zmusza do patrzenia pod nogi, zejścia z utartego szlaku i wejścia w boczną uliczkę. A tam – zupełnie przypadkiem – turysta kupi kawę, zje obiad i zostanie na dłużej.
Parę lat temu zgłosiłem do kwidzyńskiego budżetu obywatelskiego projekt stworzenia podobnego szlaku małych figurek. Przepadł w głosowaniu. Dlaczego? Być może w starciu z pragmatycznymi potrzebami – takimi jak nowy chodnik, odświeżenie terenu dla rolkarzy czy kolejny plac zabaw – promocja miasta zawsze wydaje się fanaberią. To błąd. To nie jest wydatek na zachciankę; to inwestycja w lokalną gospodarkę, która zwraca się w zadowoleniu gości i zyskach kwidzyńskich przedsiębiorców.
Może opis projektu, koszty czy też nazwa projektu nie była chwytliwa? “Kwidzyńskie Pacynki” – nawiązując do Kwidzyńskiej Sceny Lalkowej. Skoro projekt przepadł, może czas na nowe rozdanie? Może po prostu zabrakło mu odpowiedniego, rdzennie kwidzyńskiego motywu? Krasnale zostawmy Wrocławiowi. My mamy coś lepszego. Mamy Miłosną i potężną tradycję koni rasy zimnokrwistej.
Może by tak teraz postawić na „Kwidzyńskie Koniki” – małe, wykonane z brązu, pełne uroku figurki rozsiane po całym mieście? Przy zamku stałby konik w rycerskiej przyłbicy. Przy dawnej synagodze czy teatrze – konik z mapą lub lirą. Przy poczcie – konik-listonosz, czy też nawiązując do poprzedniego pomysłu, na szlaku mogłyby się też pojawić koniki upamiętniające wybitne i znane postaci związane z miastem, np. Waldemara Baszanowskiego czy Edwarda Hulewicza. Taki szlak nie tylko połączyłby bogatą historię Miłosnej z centrum, ale stworzyłby genialną grę terenową dla rodzin z dziećmi.
Czy warto ponowić ten projekt? Odkurzyć go, ubrać w piórka (a raczej w podkowy) lokalnej tożsamości i zawalczyć o niego ponownie? Kwidzyn ma zbyt wielki potencjał, by być jedynie „przystankiem w drodze”. Zasługujemy na to, by stać się celem samym w sobie. Czas przestać być tylko piękną makietą i dać turystom powód, by zaczęli nas intensywnie szukać – centymetr po centymetrze, na kwidzyńskich chodnikach.
Jednak zawsze przy takich akcjach mogą zatrzymać nas finanse. We Wrocławiu projekt zainicjował Urząd Miasta, a kolejne krasnale powstają za prywatne pieniądze Budżet obywatelski to start-up, ale co dalej? Z tym Was zostawię… a może – ja, może – inny mieszkaniec Kwidzyna, może nawet – Urząd Miasta … do tego projektu kiedyś wrócimy 🙂
link do projektu: https://kwidzyn.budzetobywatelski.pl/projekt/16148
zdj: Kwidzyńska Rota Mieszczańska

